14.02.2022 - Dzień 354
Poniedziałek
I wreszcie to się stało, poszłam do pracy. Po tylu dniach siedzenia a kwarantannie, izolacji, w końcu wróciłam do zwykłego życia. Choć było ciężko.
Stresowałam się. Nie wiedziałam, czy coś się nie pozmieniało. Czy się ponownie odnajdę? Czy wszystko będzie jak wcześniej, a może coś się zmieniło i nie będę potrafiła sobie poradzić w tej nowej sytuacji?
Miałam wiele obaw i wątpliwości. Ale ostatecznie musiałam wstać, przygotować się i pojechać. Bałam się również że zaśpię, że nie zdążę na busa, ale się udało.
Przyszłam do pracy i na początku przywitałam się z G. Chwilę pogadałyśmy. Niedługo później przyszła A. i M. I szybko wszystko wyglądało tak, jak przedtem. Oczywiście, były zaległości, musiałam posprawdzać co jest zrobione, co jeszcze nie. Co jest zaległe. Ale z pomocą dziewczyn powoli się w tym odnajduję.
Bałam się również spotkania z szefową. Było dziwnie. Dzwoniła wcześniej, nawet chwilę rozmawiała ze mną przez telefon, ale nie mówiła nic takiego. Jak przyszła, też jakby trzymała tak dystans. Później spytała jak się czuję, czy bardziej stwierdziła, że już czuję się dobrze. Dosłownie chwilę z nią pomówiłam o tym, co mi było. Potem mówiła coś jeszcze, że będę miała nowy komputer. Bla, bla, bla... Ważne, że nie czepiała się mnie.
Ale zobaczymy co będzie jutro, bo pod koniec dnia zadzwoniła niezadowolona klientka z pretensjami. Jedna z jej dobrych znajomych. Więc myślę, że będzie ciekawie.
Jakoś doczekałam 15.30. W busie nie było wiele ludzi i udało mi się usiąść przy oknie, więc byłam bardzo zadowolona. Później poszłam do biedronki. Zrobiłam małe zakupy. Kupiłam ręczniczki papierowe i kilka potrzebnych mi rzeczy, składniki na sałatkę, którą chcę zrobić jutro. Udało mi się również upolować płytę Lany Del Rey "Chemtrails Over The Country Club". Bez napisu na ramce. Za 20 zł. Z wszystkimi piosenkami, które powinny być. Przeszukiwałam płyty bez większej nadziei i kiedy ją zobaczyłam, wiedziałam, że ją kupię. I tak zrobiłam.
Wróciłam do domu. Na szczęście przygotowałam sobie torebki i udało mi się ze wszystkim zabrać.
W domu zrobiłam sobie habmurgerki z pozostałych kotletów. Zrobiłam 3, żeby wykorzystać już wszystkie, ale zjadłam 2 i byłam pełna. Obejrzałam jakiś filmik na YT, potem odcinek Sześć Stóp Pod Ziemią. Następnie wpisałam sobie na listę wczoraj przeczytaną książkę ("W głębi lasu" Harlana Cobena). Wybrałam nową książkę i zaczęłam czytać. Trzymałąm się dzielnie, ale zmęczenie wzięło górę, więc położyłam się na chwilę. Przeleżałam, może lekko przysypiając, niecałą godzinkę, potem wstałam.
Wcześniej pisałam z moim chłopakiem. Są Walentynki, więc napisałam mu parę miłych wiadomości. Mam ochotę go przytulić, pocałować. No tęsknię po prostu.
A teraz już pościeliłam łóżko. Szykuję sobie rzeczy na jutro, pójdę się umyć i się kładę. Przeczytam parę stron przed snem, ale nie chcę siedzieć długo.
Mama wróciła z drugiej zmiany. Dała mi czerwony balonik w kształcie serduszka i słodycze galaretki w takim okrągłym pudełku. Powiedziała, że na Walentynki :P
Komentarze
Prześlij komentarz