02.03.2022 - Dzień 370
Środa
Ostatnio mam problem z busami. W ciągu ostatnich kilku dni rano jeździ strasznie dużo ludzi. Tak dużo, że ciężko jest wysiąść na moim przystanku, bo jest ich tyle, że ciężko, naprawdę ciężko, jest przecisnąć się do wyjścia. Żebym wyszła, musieliby chyba najpierw wysiąść ci ludzie. Dlatego ostatnio mam problem. Jakoś nie miałam siły przepychać się, przeciskać. męczyć z wyjściem na mim przystanku. Wczoraj wysiadłam na przystanku dalej, razem z wieloma innymi wysiadającymi ludźmi i nie było dużego problemu, bo po prostu poszłam sobie na piechotkę. Musiałam kawałek przejść, ale sobie doszłam powoli. Dzisiaj natomiast nie wysiadłam na moim przystanku, bo była taka sama sytuacja jak wczoraj, nie udało mi się wysiąść na kolejnym, bo tylko jedna osoba wyskoczyła gdzieś na czerwonym świetle. A skoro nie wysiadłam tam, to pojechałam już do końca, na dworzec, bo nie miałam innego wyjścia. Następnie okazało się, że z dworca nie jedzie żaden autobus tam gdzie pracuję i musiałam iść spory kawałek na przystanek. No ale poszłam, wyczekałam się i w końcu dotarłam do pracy, chociaż byłam po 8:00.
I może puściłabym to w niepamięć, gdyby nie sytuacja, która zdarzyła się po pracy.
Poszłam sobie, tak jak zawsze na przystanek. Czekałam. Czekam i czekam, ale busa nie ma. Ze dwa dni temu były duże korki i przyjechał sporo później, tak po 16:00, dlatego pomyślałam, że może dziś jest podobnie. Postanowiłam poczekać dalej. Ale było już prawie 10 po czwartej, a jego ciągle nie było. Inne busy zdążyły przejechać, a ten się nie pojawił. Pomyślałam, że może go przegapiłam. Że może akurat jak jechał spojrzałam w telefon... No ale nic. Było 10 po czwartej, dlatego postanowiłam poczekać na kolejny. Trudno. Było mi zimo, byłam zła, ale pomyślałam, że poczekam jeszcze trochę i wsiądę w ten kolejny bus. Czekam więc i czekam. Znów zdążył przejechać bus jednej firmy, drugiej... A tego mojego wciąż nie było. Myślę sobie: z dworca wyjeżdża 16:20, tutaj planowo powinien być 16:27. Przypuśćmy, że są korki, więc będzie później. Ale była już 16:43 i jego wciąż nie było. Prawie 20 minut spóźnienia. Ja stoję tam, trzęsę się już z zimna. Jestem zła, wkurzona, mam łzy w oczach i nie wiem co robić. Pomyślałam, że poczekam jeszcze chwilkę...Ale przecież nie wiem ile jeszcze musiałabym czekać. Nie miałam siły już czekać. Poszłam więc na przystanek po drugiej stronie i zdecydowałam, że pojadę na dworzec. Z tamtą mogłabym jechać innym busem do domu, bo nie wiadomo, czy ten kolejny z tej firmy przyjedzie... Patrzę, autobus za 11 minut. Kolejne 11 minut stania na tym zimnie, kiedy naprawdę już trzęsłam się cała. Tego już było za wiele. Zadzwoniłam do taty i poprosiłam go, żeby przyjechał na dworzec. Jakoś wystałam i poczekałam na autobus. Próbowałam patrzeć, czy po drugiej stronie nie jedzie ten mój bus, ale nie mogłam się skupić na tym. Wreszcie nadjechał autobus i pojechałam na dworzec. Wykorzystałam przy tym drobne na busa. W sumie nie wiem nawet, czy jeślibym chciała bym z dworca pojechać do domu, to czy miałabym jeszcze drobne... Poczekałam trochę na dworcu, skorzystałam z toalety. Potem zadzwonił tata i kazał mi wyjść za parę minut. Nie wiedziałam ile to dla niego to parę minut, więc wyszłam po jakichś pięciu i czekałam na niego. Znów stałam na tym zimnie. Wreszcie przyjechał. Odetchnęłam z ulgą. Udało mi się dotrzeć do domu.
Ale byłam strasznie wściekła. Kiedy tak czekałam na autobus, napisałam do mojego chłopaka. Zwyzywałam w tych wiadomościach tę firmę od busów. I dobrze, należało im się. Nienawidzę ich. I tak sobie pomyślałam, że faktycznie jakby ta firma upadła, to wtedy może wprowadziliby u nas autobusy. Może wtedy jeździłoby się wygodniej.
Takie to miałam przygody z busami. Miarka się już dzisiaj przebrała i na serio myślę o tym, aby kupić sobie samochód.
W pracy było ok. Szefowa była na krótko, a potem nie wróciła, więc pracowałyśmy sobie spokojnie.
W domu natomiast wypiłam herbatę, pogadałam z mamą i poszłam spać.
Komentarze
Prześlij komentarz